Ocknęłam się na łące, to nie była zwykła łąka, trawa była szara i nie było tam żadnych kwiatów. W powietrzu unosił się zapach rozkładu, nieudolnie maskowany zapachem róż. Byłam ubrana w czerwoną falbowaną skienkę do kolan z obcisłym dekoltem i opiętą w biuście. Na stopach miałam czerwone szpilki z kwiatem na palcach i zero pojęcia jak w nich chodzić. Moje loki były upięte w delikatny kok a pojedyńcze kosmyki spadały mi na oczy i ramiona. Spokojnie wstałam żeby się nie potknąć. Gdy już stałam zrobiłam jeden krok a zaraz po nim kolejne, tak jakbym chodziła w nich codziennie. Chodziłam po łące a im dalej byłam tym bardziej szpilki zatapiały się w ziemię. Nagle zobaczyłam wyjście z łąki, małą ścieżkę w środku lasu, normalny człowiek nigdy by tam nie wszedł ale ja oczywiście zrobiłam inaczej. Weszłam w wąską ścieżkę i gdy przeszłam jakieś 10 metrów kręconą drogą zobaczyłam prostą ścianę z żywopłotu, a na środku małe wejście. Poczułam, że to wszystko jest jakieś podejrzane ale i tak weszłam do środka. Zaraz po wejściu zorientowałam się, że to labirynt. Nie wiem czemu, ale zaczęłam iść. Coś mnie przyciągało i nigdy nie wahałam się przed skrętem, tak jakbym wiedziała dokąd idę i jakbym znała drogę. Skręcałam i skręcałam aż zobaczyłam pomieszczenie ze ścianami z żywopłotu. W rogu sali był ołtarz..Tak myślę.. a dookoła stały stoły... Nagle usłyszałam spokojną cichą muzykę, która bardzo mi się podobała. Byłam pochłonięta muzyką i nawet nie zauważyłam, że zaczęłam się kołysać..
- Narescie jesteś Ario.- usłyszałam cichy męski głos jak z bajki, prawie magiczny.
Właśnie miałam się odwrócić by zobaczyć właściciela głosu gdy się obudziłam..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz